Moje ciało dzieli się na dwa odrębne rejony: Tłustoskór Górny (twarz i skóra głowy) i Suchelce Dolne (wszystko poniżej głowy). Jakże byłoby przyjemnie, gdyby mieszkańcy tych dwóch rejonów mieszaliby się między sobą płodząc dorodne potomstwo w postaci gładkiej, zdrowej skóry, ani za suchej, ani za tłustej. Marzenia :)
Dlatego muszę dzień w dzień wcierać w siebie wszelkiego rodzaju masła i balsamy (nie jednocześnie oczywiście). Dziś o dwóch mazidłach firmy Flos-Lek.
Pierwsze masełko o zapachu mango dostałam w ramach współpracy.
Masło do pielęgnacji ciała - mango & marakuja
Cena: ok. 23 zł
Obietnice producenta: zdecydowanie poprawia kondycję skóry, ukrwienie i wygląd. Ekstrakt z owoców mango regeneruje, pozwala utrzymać prawidłowe nawilżenie skóry, naturalne oleje słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwa z oliwek zmiękczają i wygładzają skórę. Latem doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną wskutek intensywnego opalania, zimą wygładza, uelastycznia i zapewnia prawidłowe nawilżenie i natłuszczenie skóry poddanej działaniu centralnego ogrzewania.
- intensywna regeneracja skóry (97% badanych) - zmniejszenie uczucia napięcia i szorstkości (97% badanych) - bardzo dobre nawilżenie skóry (po 5h nawilżenie jest o 60% większe od początkowego) Skóra sprężysta i aksamitna w dotyku, odpowiednio nawilżona i natłuszczona.
Pobieżna analiza składu: masło składa się przede wszystkim z emolientów i silikonów tworzących film zatrzymujący ucieczkę wody ze skóry. Ma też trochę oliwy z oliwek, oleju słonecznikowego i oleju palmowego. Gdzieś pod koniec składu jest też masło shea i wyciąg z owoców mango. Jednym słowem masło bardziej zabezpiecza skórę przed odwodnieniem niż je odżywia. Na sezon zimowo-wczesnowiosenny bardzo dobre.
Moja opinia: masło bardzo fajnie sprawdza się nałożone na rozgrzane po prysznicu ciało (osuszone ręcznikiem). I wtedy działa najlepiej a także najszybciej się wchłania (błyskawicznie). Konsystencją przypomina mi masło utarte na lekki krem. Samo w sobie jest lekko tłuste, ale nie lepkie. Pachnie bardzo przyjemnie, lekko słodko, ale nie mdło, ale czym, nie jestem w stanie określić. Na pewno nie jest to typowy zapach mango.
Mogę śmiało polecić jako uzupełnienie pielęgnacji suchej skóry, szczególnie przy opcji: na noc balsam odżywczy, rano prysznic a potem balsam zabezpieczający.
Ocena: 4,5/5
Na pewno kupie ponownie, tylko inną wersję zapachową.
Drugie z mazideł to kaszmirowy balsam do pielęgnacji ciała - opuncja & biała herbata
Cena: ok. 15 zł
Obietnice producenta: znosi uczucie ściągania i napięcia po kąpieli, delikatnie chłodzi - wyraźnie poprawia nawilżenie skóry - zmiękcza i wygładza skórę, poprawia jej napięcie i sprężystość. wzbogacony ekstraktem z opuncji o działaniu zmiękczającym i wygładzającym. Dobrze nawilżona, miękka, gładka i sprężysta skóra.
Pobieżna analiza składu: tu także prym wiodą emolienty (tłuste), które tworzą na skórze warstwę okluzyjną. Potem mamy bardziej odżywcze rzeczy, czyli olej z pestek moreli, ekstrakt z alg morskich (świetne właściwości nawilżające), lanolina (łagodzi), masło shea, panthenol . O ekstraktach które znajdują się poniżej parabenów nie będę pisać, bo jest ich tak mało, że praktycznie nie mają wpływu.
Moja opinia: kto jeszcze nie próbował to niech wypróbuje chociażby ze względu na bardzo ciekawy zapach. Trudno mi go opisać, także zachęcam do wąchania. Balsam sam w sobie też niezły, chociaż bardziej wymagająca skóra wypije go momentalnie. Wchłania się bardzo szybko i bez śladu. Na szybkie, poranne balsamowanie wystarczy. Gdy miałam większe problemy z przesuszeniem balsam okazał się za słaby.
Ocena: 5/5 (dodatkowe punkty za niesamowity zapach)
Jak dla mnie najlepszą opcją byłoby masło o zapachu białej herbaty. A że takowe już jest... :)
Dlatego muszę dzień w dzień wcierać w siebie wszelkiego rodzaju masła i balsamy (nie jednocześnie oczywiście). Dziś o dwóch mazidłach firmy Flos-Lek.
Pierwsze masełko o zapachu mango dostałam w ramach współpracy.
Masło do pielęgnacji ciała - mango & marakuja
Cena: ok. 23 zł
Obietnice producenta: zdecydowanie poprawia kondycję skóry, ukrwienie i wygląd. Ekstrakt z owoców mango regeneruje, pozwala utrzymać prawidłowe nawilżenie skóry, naturalne oleje słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwa z oliwek zmiękczają i wygładzają skórę. Latem doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną wskutek intensywnego opalania, zimą wygładza, uelastycznia i zapewnia prawidłowe nawilżenie i natłuszczenie skóry poddanej działaniu centralnego ogrzewania.
- intensywna regeneracja skóry (97% badanych) - zmniejszenie uczucia napięcia i szorstkości (97% badanych) - bardzo dobre nawilżenie skóry (po 5h nawilżenie jest o 60% większe od początkowego) Skóra sprężysta i aksamitna w dotyku, odpowiednio nawilżona i natłuszczona.
Pobieżna analiza składu: masło składa się przede wszystkim z emolientów i silikonów tworzących film zatrzymujący ucieczkę wody ze skóry. Ma też trochę oliwy z oliwek, oleju słonecznikowego i oleju palmowego. Gdzieś pod koniec składu jest też masło shea i wyciąg z owoców mango. Jednym słowem masło bardziej zabezpiecza skórę przed odwodnieniem niż je odżywia. Na sezon zimowo-wczesnowiosenny bardzo dobre.
Moja opinia: masło bardzo fajnie sprawdza się nałożone na rozgrzane po prysznicu ciało (osuszone ręcznikiem). I wtedy działa najlepiej a także najszybciej się wchłania (błyskawicznie). Konsystencją przypomina mi masło utarte na lekki krem. Samo w sobie jest lekko tłuste, ale nie lepkie. Pachnie bardzo przyjemnie, lekko słodko, ale nie mdło, ale czym, nie jestem w stanie określić. Na pewno nie jest to typowy zapach mango.
Mogę śmiało polecić jako uzupełnienie pielęgnacji suchej skóry, szczególnie przy opcji: na noc balsam odżywczy, rano prysznic a potem balsam zabezpieczający.
Ocena: 4,5/5
Na pewno kupie ponownie, tylko inną wersję zapachową.
Drugie z mazideł to kaszmirowy balsam do pielęgnacji ciała - opuncja & biała herbata
Cena: ok. 15 zł
Obietnice producenta: znosi uczucie ściągania i napięcia po kąpieli, delikatnie chłodzi - wyraźnie poprawia nawilżenie skóry - zmiękcza i wygładza skórę, poprawia jej napięcie i sprężystość. wzbogacony ekstraktem z opuncji o działaniu zmiękczającym i wygładzającym. Dobrze nawilżona, miękka, gładka i sprężysta skóra.
Pobieżna analiza składu: tu także prym wiodą emolienty (tłuste), które tworzą na skórze warstwę okluzyjną. Potem mamy bardziej odżywcze rzeczy, czyli olej z pestek moreli, ekstrakt z alg morskich (świetne właściwości nawilżające), lanolina (łagodzi), masło shea, panthenol . O ekstraktach które znajdują się poniżej parabenów nie będę pisać, bo jest ich tak mało, że praktycznie nie mają wpływu.
Moja opinia: kto jeszcze nie próbował to niech wypróbuje chociażby ze względu na bardzo ciekawy zapach. Trudno mi go opisać, także zachęcam do wąchania. Balsam sam w sobie też niezły, chociaż bardziej wymagająca skóra wypije go momentalnie. Wchłania się bardzo szybko i bez śladu. Na szybkie, poranne balsamowanie wystarczy. Gdy miałam większe problemy z przesuszeniem balsam okazał się za słaby.
Ocena: 5/5 (dodatkowe punkty za niesamowity zapach)
Jak dla mnie najlepszą opcją byłoby masło o zapachu białej herbaty. A że takowe już jest... :)
